Wkrótce...
Nie ukrywam, że inspiracją dla mnie były felietony Reginy Brett Bóg nigdy nie mruga . W jednym z nich wyczytałam zdanie, które mnie uderzyło i nie pozwoliło przejść obojętnie, zapomnieć. Brzmi tak: naszym obowiązkiem, tj. kobiet, które zachorowały na raka piersi i pomyślnie przeszły kurację, ma być chęć niesienia ulgi i pocieszenia. Naszym obowiązkiem, jest wspieranie innych w ich chorobie i lękach. Niesienie pocieszenia i pogody ducha, które należy rozdawać na prawo i lewo. Jakiś czas temu na raka piersi zachorowała córka mojego znajomego. Małgosia zachorowała mając 32 lata, wychowywała 9-letnią córeczkę. Zmarła, a ja nigdy do niej nie zadzwoniłam, choć nosiłam się z takim zamiarem. Dziś, kiedy jestem w trakcie rekonwalescencji, wiem ile znaczą telefony od znajomych, przyjaciół, krewnych. Znaczą też telefony od tych, za którymi na co dzień nie przepadałam. Każdy człowiek z ciepłym i dobrym słowem staje się aniołem. Czasem zdarzają się dni, ...
Komentarze
Prześlij komentarz