W życiu nauczyciela polonisty szafa na zapleczu to jest coś.
Nie otrzymuje się jej po prostu, trzeba o nią stoczyć długą i nierówną walkę z
administracją szkolną. A kiedy już jest -
piękna, dwuskrzydłowa z pięcioma półkami wewnątrz, wówczas należy przygotować
się na solidny bój, by ktoś inny nie zaharapczył. Moja zdobyczna szafa była bez
zamka, szybko więc kupiłam za własne pieniądze, pan konserwator mi zainstalował
i jest. Na setki szpargałów, kser, prac klasowych, książeczek itd. Kto nie jest
nauczycielem polonistą, ten nie wie, w jakim karteczkowym tsunami my żyjemy.
Ale to tyle tytułem wstępu. Kiedy już stała, piękna z płyty
paździerzowej zrobiona, a ja obok dumna i blada, do zaplecza weszła Grażynka.
Starsza ode mnie ponad 10 lat , zawsze serdeczna, w obyciu trochę niepewna (z
pozoru!). Weszła z dwiema pełnymi reklamówkami szkolnych spraw. Postawiła je na
krześle, powiedziała kilka miłych słów i zniknęła. A ja stałam, jak żona Lota,
wpatrzona w te siaty uszatki, ciężkie jak nie wiem co, i czułam, że robi mi się
głupio i wstyd. Grażynka nigdy nie żądała, nie robiła draki, nie
wyszarpywała. Grażynka mówiła: „mi nie
zależy, a co tam, daj spokój, Karola”.
Kiedy wróciła do zaplecza, wiecie już….
Dziś łączy nas nie tylko szafa i wspólna podróż do
Petersburga, kiedy chichotałyśmy jak dzierlatki jednym kocem przykryte. Lub
kiedy na Placu Siennym, zajadając w większym gronie kiszoną kapustę z szafranem
prosto z tytki, zastanawiałyśmy się jak wyglądało tu, kiedy po Placu Siennym
krążył Raskolnikow. Dwa lata później,
kiedy przemierzałam nocą w te i wewte korytarz Oddziału II w Wielkopolskim
Centrum Onkologii trzęsąc się ze strachu w oczekiwaniu na wynik RTG płuc i USG
jamy brzusznej, kiedy drżałam myśląc „przerzut”, Grażynka
w słuchawce telefonu spokojnym głosem jak mantrę powtarzała: „będziesz
żyć, wszystko będzie dobrze, musisz w to wierzyć”. Ile poświęciła mi czasu,
modlitw, mszy świętych – nie zliczę. Pamiętała, by dzwonić z pytaniem jak się
czuję, przywiozła mi z Izraela poświęcony różaniec (pachnący różą) ,
powiedziała mi o Nowennie Pompejańskiej których ja odmówiłam trzy! Od stycznia
do czerwca. Co to jest Nowenna Pompejańska?
Przez 54 dni trzy różańce dziennie, 15 dziesiątek, czyli 150 Zdrowaś
Mario od rana do wieczora! Różaniec uspokoił duszę, znikły napady paniki i
lęku.
Różaniec to wielka siła, nawet dla tych, którzy nie wierzą.
Bo ja już nie umiałam się modlić. Musiał mi się zdarzyć rak, żebym nauczyła się
od nowa. Różaniec sprawia, że czarne myśli jak spopielone kartki opadają na
ziemię. Kiedy dopada mnie lęk, odczuwam tu i tam ból, wówczas biorę do ręki różaniec. Najbardziej lubię
odmawiać wcześnie rano, kiedy dom śpi, a za oknem dnieje. Różaniec pomaga też w
skupieniu się na oddechu, na głębokim oddychaniu. Oddechowi poświęcam dużo
uwagi, bo ciało się otwiera i staje się silniejsze.
Siła, którą dostałam między innymi od Grażynki, potrzebną po
prawym sierpowym w grudniu, sprawiła, że zaczęłam zbierać się z podłogi. O
każdej z osób, których troskę odczułam, mogłabym opowiadać historie. Wiem, że
Grażynka czytając ten felieton czuje się trochę zakłopotana, ale nic to,
przetrzyma. Jest wiele osób, które pojawiły się w styczniu, powychodziły z
jakiś kątów, z jakiejś zamierzchłej przeszłości, żeby pomóc mi przejść leczenie
i pocieszyć. Zarozumialstwem i pychą byłoby twierdzenie, że znalazłam tę siłę w
sobie – nie, tak nie jest, to ludzie
obok mnie dają siłę, a ja dostaję dar mówienia o nich. Potrafiłam się przełamać
i nieść w świat swoją historię „ku pokrzepieniu serc”, jak mawiał klasyk.
Choroba rzuciła światło na ludzi, o których nie myślałam, że tak ważną rolę
mają do odegrania w moim życiu. Każdy z nas ma wokół siebie osoby, na pozór
niewidoczne, a niezwykle ważne. Zazwyczaj ujawniają się jak w baśniach – kiedy
są potrzebne. Bo Pan Bóg wiedział, co robi, kiedy dał nam wspólną szafę –
powiedziała niedawno Grażynka.
Komentarze
Prześlij komentarz